Przez ostatnie lata program „Mój Prąd” wyrósł na jedno z najważniejszych narzędzi wspierających rozwój fotowoltaiki w polskich domach. Dla wielu prosumentów był tym elementem, który „domknął” kalkulację inwestycji – dzięki dotacji łatwiej było podjąć decyzję o montażu paneli PV, magazynu energii czy systemów poprawiających autokonsumpcję.
Szósta edycja, „Mój Prąd 6.0”, zakończyła się szybciej, niż pierwotnie zakładano – budżet został wyczerpany, a nabór zamknięty 12 września 2025 r. Równolegle pojawiły się jasne sygnały, że program ma być kontynuowany, ale w nieco zmienionej formule, z mocniejszym akcentem na magazynowanie energii.
Warto więc przyjrzeć się temu, co już dziś można powiedzieć o minionej edycji, planach na kolejną oraz konsekwencjach dla przyszłych prosumentów.
„Mój Prąd 6.0” – rekordowy budżet, szybkie „stop” i zmiana akcentów
Szósta edycja programu różniła się od poprzednich nie tylko skalą, ale i strukturą zgłaszanych projektów. Początkowo zakładano stosunkowo skromny budżet, liczony w kilkuset milionach złotych. Zainteresowanie okazało się jednak tak duże, że środki były sukcesywnie zwiększane, aż ostatecznie sięgnęły około 1,85 mld zł.
Mimo tak wysokiego poziomu finansowania, nabór trzeba było zakończyć przed czasem. To pokazuje, jak silny jest popyt na rozwiązania prosumenckie i jak bardzo program wpasował się w oczekiwania gospodarstw domowych.
Nie mniej ważna jest struktura zgłaszanych wniosków. Obok klasycznych mikroinstalacji PV coraz częściej pojawiały się projekty obejmujące magazyny energii elektrycznej i ciepła. To wyraźny sygnał zmiany: celem nie jest już tylko sama produkcja energii, ale jej możliwie jak najlepsze wykorzystanie, ograniczenie strat i zwiększenie samowystarczalności.
W tym sensie „Mój Prąd 6.0” można traktować jako punkt zwrotny – z programu skoncentrowanego głównie na panelach PV przekształcił się w narzędzie wspierające bardziej zintegrowane, domowe systemy energetyczne.
Co wiadomo o nowej edycji?
Z wypowiedzi przedstawicieli administracji publicznej wynika, że nad kolejną odsłoną „Mojego Prądu” trwają realne prace. Mowa jest nie o odległej perspektywie, ale o konkretnej kontynuacji, która ma płynnie przejąć rolę dotychczasowego wsparcia.
Plan zakłada, że nowy nabór ruszy w pierwszych miesiącach 2026 roku. Warunkiem postawionym przez resort jest rozliczenie wszystkich wniosków z edycji 6.0 – po to, by nie powtórzyć sytuacji, w której nowa odsłona startuje przy dużych zaległościach z poprzedniej. Zapowiadano również, że szczegółowe zasady programu mają zostać przedstawione z wyprzedzeniem, jeszcze przed końcem 2025 r., tak aby potencjalni wnioskodawcy mogli odpowiednio zaplanować swoje inwestycje.
Nie jest to więc luźna deklaracja, lecz realnie przygotowywane narzędzie, które – przynajmniej w założeniach – ma być naturalną kontynuacją dotychczasowego systemu wsparcia, z korektą priorytetów.
Nowy środek ciężkości: magazyny energii i ciepła
Najbardziej widoczną zmianą względem pierwszych edycji programu jest przesunięcie akcentów z samego montażu paneli PV na magazynowanie energii. W zapowiadanej formule to właśnie magazyny energii elektrycznej oraz magazyny ciepła mają znaleźć się w centrum zainteresowania.
Ma to kilka logicznych przyczyn. Po pierwsze, liczba mikroinstalacji PV w Polsce osiągnęła już poziom, przy którym coraz ważniejsze staje się „doszlifowanie” sposobu wykorzystania wyprodukowanej energii. Po drugie, system rozliczeń net-billing premiuje tych prosumentów, którzy potrafią jak najwięcej energii zużyć na miejscu, zamiast oddawać ją do sieci. Magazyn energii – odpowiednio dobrany i zintegrowany z instalacją – staje się narzędziem, które tę autokonsumpcję potrafi istotnie zwiększyć.
W planach jest też szersze wykorzystanie funduszy unijnych, w tym środków powiązanych z Krajowym Planem Odbudowy. Wsparcie ma obejmować zarówno nowe instalacje PV, jak i doposażanie już istniejących systemów w magazyny energii i elementy poprawiające bilansowanie zużycia.
W praktyce oznacza to ewolucję „Mojego Prądu” z prostego dofinansowania zakupu paneli w stronę programu wspierającego kompleksową modernizację domowych systemów energetycznych.
Ramy i warunki – co wiadomo o stronie technicznej?
Choć nowy regulamin programu dopiero powstaje, wiele wskazuje na to, że jego konstrukcja oprze się na ramach już wypracowanych w poprzednich latach. W dokumentach obejmujących perspektywę do 2027 r. zapisano ogólne założenia, które prawdopodobnie zostaną w dużym stopniu utrzymane.
W przypadku mikroinstalacji PV mowa o konieczności spełnienia określonych kryteriów technicznych, prawidłowym przyłączeniu do sieci oraz rozliczaniu w obowiązującym systemie net-billing. Nie chodzi więc wyłącznie o sam montaż paneli, ale o poprawność całego toru przyłączeniowego i zgodność z obowiązującymi przepisami.
Jeśli chodzi o magazyny energii, dotychczasowe edycje zakładały m.in. minimalną pojemność urządzeń (np. od 2 kWh w górę) oraz limity kosztów w przeliczeniu na 1 kWh pojemności. Można się spodziewać, że podobne parametry odniesienia pojawią się również w nowej odsłonie, choć ich konkretne wartości poznamy dopiero po publikacji regulaminu.
W „Mój Prąd 6.0” przewidziano także znaczące poziomy wsparcia dla magazynów energii, sięgające kilkunastu tysięcy złotych przy spełnieniu określonych warunków. Jeżeli priorytet magazynów zostanie utrzymany, można zakładać, że w nowym programie ten obszar finansowania pozostanie jednym z kluczowych.
Całość wpisuje się w szerszy harmonogram wsparcia inwestycji prosumenckich, w którym okres kwalifikowania wydatków rozciąga się mniej więcej do końca 2027 r., z możliwością rozliczania środków w roku kolejnym.
Kto może zyskać najwięcej?
Z punktu widzenia gospodarstw domowych nowy „Mój Prąd” nie będzie programem „dla wszystkich w taki sam sposób”. Widać już teraz kilka grup, które mogą szczególnie skorzystać na nowej formule.
Pierwszą z nich są prosumentki i prosumenci posiadający już instalację PV, ale bez magazynu energii. Dla nich program może stać się szansą na dofinansowanie rozbudowy systemu, zwiększenie autokonsumpcji, ograniczenie ilości energii oddawanej do sieci i poprawę stabilności zasilania budynku.
Druga grupa to osoby, które dopiero planują inwestycję w OZE. Nowa odsłona programu może obniżyć próg wejścia finansowego i jednocześnie zachęcić do myślenia w kategoriach kompletnego systemu: panele, magazyn, sterowanie. W dłuższej perspektywie, przy rosnącej zmienności cen energii i rozwoju taryf dynamicznych, takie podejście może okazać się bardziej opłacalne niż montaż samych paneli.
Trzecią grupę stanowią ci, którzy szczególnie cenią długoterminową stabilność rachunków. Magazyn energii, odpowiednio dobrany i użytkowany, staje się narzędziem nie tylko technicznym, ale też finansowym – pozwala kupować energię wtedy, gdy jest tańsza, i ograniczać zakupy w najbardziej kosztownych godzinach.
Rola wykonawcy: od doradztwa po rozliczenie
Każdy program dotacyjny, obok korzyści, niesie ze sobą także wymogi formalne i techniczne. Nowa edycja „Mojego Prądu” nie będzie tu wyjątkiem. Oprócz wyboru konkretnych urządzeń konieczne będzie spełnienie kryteriów programu, przygotowanie poprawnej dokumentacji, dopilnowanie terminów i zgodności z regulaminem.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola doświadczonego wykonawcy. Firmy specjalizujące się w systemach PV i magazynach energii, takie jak IamFree, mogą przejąć na siebie dużą część zadań związanych z przygotowaniem i przeprowadzeniem inwestycji: od analizy rachunków i profilu zużycia, przez dobór mocy instalacji i pojemności magazynu, po projekt techniczny, montaż, przygotowanie dokumentów do wniosku i późniejsze rozliczenie dotacji.
Dla inwestora oznacza to możliwość skupienia się na kluczowych decyzjach – czy, kiedy i w jakiej skali zainwestować – przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka błędów formalnych i technicznych.
Wyzwania i znaki zapytania
Choć kierunek zmian wydaje się klarowny, nie brakuje również wyzwań. Jednym z nich jest czas rozpatrywania wniosków – rozliczenie „Mój Prąd 6.0” będzie miało bezpośredni wpływ na termin startu nowej edycji. Innym – relacja między budżetem a popytem: doświadczenia poprzednich odsłon pokazują, że środki potrafią wyczerpywać się bardzo szybko.
Do tego dochodzi kwestia kosztów samych magazynów energii. Mimo dostępnych dotacji nadal są to urządzenia wymagające istotnego nakładu inwestycyjnego, a ich opłacalność zależy od wielu czynników: ceny, parametrów technicznych, profilu zużycia czy sposobu użytkowania. Nie można również pominąć wymogów formalnych i technicznych, takich jak minimalna pojemność, poprawny montaż, kompletna dokumentacja czy protokoły odbioru.
To wszystko sprawia, że w nowej edycji „Mojego Prądu” – równie mocno jak o same kwoty dotacji – warto będzie zadbać o jakość przygotowania inwestycji.
Co można stwierdzić już dziś?
Choć szczegółowy regulamin nowej edycji programu wciąż czeka na publikację, kilka tez wydaje się już teraz dość bezpiecznych.
Po pierwsze, kontynuacja „Mojego Prądu” nie jest wyłącznie polityczną deklaracją, lecz realnym projektem, którego start planowany jest na pierwszą część 2026 roku, po rozliczeniu MP6.
Po drugie, ciężar programu przesuwa się w stronę magazynów energii – zarówno elektrycznej, jak i ciepła – co odzwierciedla dojrzewanie rynku prosumenckiego i zmianę podejścia: z samej produkcji energii w kierunku inteligentnego zarządzania nią w budynku.
Po trzecie, rola doświadczonych firm instalacyjnych będzie rosła. Przy rosnącej złożoności projektów i wymogów programowych wsparcie techniczne i formalne staje się dla inwestora równie ważne, jak sama wysokość dotacji.
Dla osób myślących o inwestycji w fotowoltaikę lub rozbudowie istniejącej instalacji o magazyn energii oznacza to jedno: warto śledzić szczegóły programu, ale już dziś można przygotowywać się do decyzji – analizując własne zużycie, możliwości techniczne budynku i wybierając partnera, który pomoże przejść przez proces w sposób uporządkowany.





