Opowieść o psie – zaburzenia

Czarny pies

Oto krótka historia o „czarnym psie”…

To historia o moim zwierzaku, którego nazywałem różnie: Lęk, Nerwica, Depresja… nawet nie wiem jeszcze, jak mogłem go nazywać. Kiedy tylko on pojawiał się, czułem, że jest próżnia, wszystko spowalniało. Czułem jakbyśmy, zostawali we dwójkę sami pośród całego świata. Potrafił zaskakiwać, ponieważ pojawiał się niezależnie ode mnie, tak po prostu… i wtedy absorbował mój czas, czułem się, jakby ubywało mi lat. Kiedy inni cieszyli się życiem, ja patrzyłem na wszystko przez pryzmat czarnego psa. To, co kiedyś przynosiło mi szczęście, nagle przestawało mnie cieszyć.

Czarny pies na smyczyCzarny pies był tak absorbujący, aż w końcu odebrał mi apetyt, osłabił mój umysł, nie mogłem się koncentrować. Przy spotkaniach z innymi ludźmi moja pewność siebie spadała praktycznie do zera. Bałem się, że inni odgadną moją tajemnicę. Dotychczas chowałem zwierza pod kurtką, jednakże z upływem czasu stawał się coraz większy. Posuwał się do tego, żeby budzić mnie w nocy i dręczyć myślami, które były nie do zniesienia. Miałem już dość. Próbowałem w kontakcie z przyjaciółmi udawać, że wszystko jest ok, jednakże różnie to wychodziło, byłem rozdrażniony, często nie przebierałem w słowach.

Jeżeli masz takiego psa, z pewnością czujesz się…, a może już nic nie czujesz, ciężko to nazywać smutkiem, ale bez energii, planów… Kiedy poczułem, że ja starzeję się, a pies jest już większy ode mnie, a w sumie nie wiem, czy ja już nie stałem się właśnie nim, zdecydowałem się, że się otworzę. Rodzina, najbliżsi, dobry specjalista pomogli mi radzić sobie z problemem. To był punkt zwrotny w moim życiu. Dowiedziałem się, że taki zwierz potrafi wkraść się do każdego życia i mają go miliony ludzi.

Niestety obecnie nie udało nam się dotrzeć do „pigułki”, która zlikwidowałaby wpływ „czarnego psa” na życie ludzi. Jedni potrzebują leków, słowa specjalistów, a inni alternatywnych metod. Niech tak zostanie, nikt nie ma monopolu na leczenie, a przynajmniej nie powinien mieć. Zrozumiałem, że bycie otwartym z najbliższymi w kwestii swoich emocji może odmienić wszystko. Najważniejsze nauczyłem sobie radzić z „psem”. Nauczyłem go kliku sztuczek np. kiedy jestem zestresowany i zmęczony, pies coraz mocniej szczękał, dlatego zacząłem się wyciszać i relaksować. Ponoć dowiedziono klinicznie, że wysiłek fizyczny ma taka samą skuteczność co antydepresanty. Dlatego warto czasami pograć w piłkę lub po prostu się przebiec. Pamiętaj, aby zawsze być za cokolwiek wdzięczny, nie mówię koniecznie, że za tego psa, ale z pewnością był on dla mnie wybitnym nauczycielem życia. A i pamiętaj, że nie ważne jak będzie źle, jeśli podejmiesz właściwe kroki i porozmawiasz z właściwymi ludźmi, dni z czarnym psem będą policzone. Możliwe, że czarny pies pozostanie częścią mojego życia, ale nigdy już nie będzie tą wielką bestią, którą był. Poznaliśmy siebie i mogę go trzymać na dłoni, dyktując swoje warunki. Wiedza, cierpliwość, dyscyplina oraz humor potrafią wyleczyć się z każdego nawet największego „czarnego psa”

Jedno wiem, nie wstydź się uzewnętrznić, szukaj pomocy, nawet jeżeli pierwsze osoby nie spełnią Twoich oczekiwań, szukaj dalej. Nigdy nikt nie jest sam ze swoim problemem. Nie wstydź się, wstydem byłoby przegapić życie, nie podejmując walki.

Tekst stworzony na podstawie filmu WHO – Depresja – Wielu z nas ma swojego „czarnego psa”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *